Jeszcze nie  opadły emocje po Klasyku Szosowym w Szklarskiej Porębie, a kolarze Mistrzowskich Rowerów podjęli się nowego wyzwania. Zadebiutowali w Tatra Road Race, zorganizowanym w stolicy polskich gór Zakopanem. Tatra Road Race, organizowany już po raz czwarty, jest uważany za najtrudniejszy amatorski wyścig szosowy w Polsce. Trudność jego polega na dużej liczbie sztywnych, kilkunastoprocentowych podjazdów, zaserwowanych nam przez organizatora we wręcz nieprzyzwoitej liczbie. Nawet na krótszej 54km trasie, zwanej HARD, suma przewyższeń liczyła sobie 1500 m., natomiast na dłuższej 122km, przewrotnie nazwanej HELL, było już 3200m. Samo ukończenie tego wyścigu jest już sporym wyzwaniem a co dopiero walka o dobre miejsca. Zadania tego podjęli się na dystansie HARD Jarek Kulpa, natomiast na dystansie piekielnym HELL Darek Grzybczyński.

„Sobotni poranek rozpoczął sie od sporych opadów deszczu, które wzbudziły w nas wątpliwości. Obawy budziły przede wszystkim ostre i kręty zjazdy które czekały nas na trasie wyścigu. Nawet suche były dość niebezpieczne a co dopiero mokre. Ale po namyśle postanowiliśmy jednak udać sie na start. I dobrze, bo aura ustabilizowała się, przestało padać a szosy przeschły. Po krótkich przygotowaniach udaliśmy się na start. Najpierw wystartował Darek a po pół godzinie ja. I…zaczęło się. Droga od niemal samego start wiodła pod górę do Salamandry aby…potem piąć się jeszcze bardziej pod górę, dość powiedzieć, że podjazd pod Butorowy Wierch to około 2 km 10% podjazdu (max 17%). I już tutaj nastąpiła ostra selekcja, już na pierwszym podjeździe zdarzyły się osoby które prowadziły rower.

Po osiągnięciu pierwszej górskiej premii na Butorowym Wierchu nastąpił szybki (max około 70km/h) zjazd. I tak już do końca, podjazdy i zjazdy. Płaskich odcinków nie było niemal wcale. Warto wspomnieć o premii górskiej na Bachledówce(600m 13% podjazdu) gdzie umiejscowiony był najlepszy bufet jaki widziałem na trasach maratonów i wyścigów kolarskich. Wręcz wzorcowy. Podzielony był na 3, oznakowane sektory, kubeczki z napojami, bidony (tak, BIDONY) z wodą i izotonikiem oraz przekąski podawane przez miłe i sympatyczne osoby z obsługi. REWELACJA. Po bufecie zjazd z Bachledówki (tutaj było ponad 80km/h) i podjazd do Zębu, długi o umiarkowanym nachyleniu. Przede mną były jeszcze 3 ciężkie podjazdy, ale największe wrażenie zrobił na mnie ten na Ostrysz, (zresztą na Darku też), zaczynał się spokojnie, około 1,5km 10% podjazdu i gdy już człowiek myślał, że zbliża się do końca za zakrętem otworzył się widok na „końcówkę” tego podjazdu. Podejrzewam, że niejeden kolarz użył tam słowa zaczynającego sie na „ku…” lub „ja  pier….”. Droga wręcz stawała dęba, na liczniku ujrzałem 20%, poboczem wędrowało na pieszo z rowerami sporo kolarzy, ktoś leżał na poboczu walcząc ze skurczami, po prostu Kolarski Armagedon. A to już po wielu kilometrach i wielu podjazdach, zwłaszcza dla tych którzy startowali na dłuższym dystansie. I wszystko na oczach dość licznie zebranych widzów. Zresztą kibiców na trasie było sporo, a „daj bidona” słyszało się praktycznie ciągle. Po Ostryszu już tylko podjazd pod Butorowy Wierch i szybki zjazd do mety, ale, żeby nie było za łatwo, finisz to 600m o 9% nachyleniu. UFFF, META, śliczna hostessa zawiesiła mi medal na szyi, równie urocza poczęstowała (nomen omen) LECHEM Free i koniec. Pozostało mi oczekiwanie na Darka. I właśnie wtedy rzęsiście lunął deszcz, obserwowałem to, siedząc na leżaczku pod Parasolem, sącząc swojego Lecha Free.

Niestety Darka nieco zmoczyło na trasie. Później posiłek regeneracyjny w hotelowej restauracji (makaron do oporu, ile kto chciał), Tombola i do domu. Podsumowując Darek zajął 171 miejscu na dystansie HELL natomiast ja 305 na dystansie HARD. Obu nam udało się ukończyć to wyzwanie, bez wstydu. Nadmienić warto, że dystansu HELL nie ukończyło ponad 80 osób a dystansu HARD prawie 70. Był to naprawdę trudny wyścig, gdzie przyszło nam się zmierzyć nie tylko z przeciwnikami ale i z własnymi słabościami. Obaj byliśmy mocno zmęczeni ale i szczęśliwi. Tym bardziej, że Tatra Road Race jest, obok TourdePologneAmatorów, najlepiej zorganizowaną imprezą kolarską w jakiej brałem udział. Jeśli zdrowie i czas pozwoli, chciałbym w przyszłym roku zmierzyć się z dystansem HELL, i myślę, że Darka też tam nie zabraknie

Jarek Kulpa

GRATULACJE PANOWIE !!!

Galeria zdjęć :

Autorzy zdjęć: Tatra Road Race, Tygodnik Podhalański, zbiór własny.

Share This

Uwaga, ta strona używa COOKIES. Dowiedz się więcej.

Stosujemy je, aby ułatwić Tobie korzystanie z naszego serwisu. Pamiętaj, że w każdej chwili możesz zmienić ustawienia dotyczące COOKIES w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Zamknij